niedziela, 9 kwietnia 2017

Boston Maraton 2016

I nadszedł czas na relację z Bostonu....niemal rok po biegu,ale lepiej później niż wcale, a kilka informacji jeszcze może się przydać biegaczom przed tegoroczną edycją ;-) Więc po długiej i mocnej treningowo zimie i kilku nieudanych testach ( półmaraton w Cardiff i kilka testowych dziesiątek) nadszedł czas maratonu w Bostonie. Zajęło mi klika lat aby w nim wystartować więc był to bardzo oczekiwany moment w moim biegowym życiu. Podróż zacząłem od przelotu do Nowego Jorku, gdzie Monia i Artur z Polska Running Team, zaopiekowali się mną po czym po kilku dniach udaliśmy się samochodem do Bostonu.

sobota, 19 listopada 2016

Zamieć - Szczyrk 2016

Bieganie zimą ? Po górach ? Nocą ? Na samą myśl już miałem dość, ale dałem się przekonać znajomym,a dodatkowo fakt, że to będzie niemal w domu, przekonał mnie do startu w Szczyrku w trzeciej edycji biegu Zamieć . Dodatkowym argumentem była okazja pobiec z rzeźnickim partnerem i przy okazji można było omówić przygotowania. Trasa była dla mnie nowym wyzwaniem, nigdy nie biegałem kilka kilometrów pod górę i potem kilka z górki i tak aż do zatracenia przez 24 godziny ;-)

sobota, 5 listopada 2016

New York, New York cz. 3

Trochę czasu minęło zanim pojawiła się trzecia część, niemal rok po wydarzeniu i w dniu następnej edycji, czasem tak bywa ;-)

Ale wracając do tematu po przebiegniętym maratonie ,nie mogło zabraknąć tradycyjnego after party.
Tym razem było trudniej się zorganizować ze względu na duże różnice  w godzinach naszych startów i finiszów, ale ostatecznie wszyscy dotarli na miejsce ;-)


poniedziałek, 30 listopada 2015

New York, New York cz.2

Maratonu czas...

Poprzednia część zakończyła się zakończeniem przygotowań i oddaniu się pod opiekę Morfeusza.
Szczęście nam sprzyjało , po raz drugi w ciągu kilku tygodni przestawialiśmy czas i dostaliśmy w prezencie godzinę snu gratis - to jest to co lwy lubią najbardziej ;-)

Niestety rano nie było litości, Pobudka 4:30 , o dziwo nie było aż tak ciężko, chyba adrenalina tego co mnie czeka wybudziła mnie natychmiast.
Szybkie skromne śniadanie i pospiesznym krokiem udaliśmy w dłuuugą podróż na start.
Na początek musieliśmy dotrzeć do Grand Central Station aby metrem udać się portu, gdzie czekał na nas prom.
Wszystko przebiegało zgodnie z planem do momentu, kiedy zobaczyliśmy tłum ludzi na stacji i okazało się, ze metro jest zamknięte.... Pierwsza niespodzianka- za 5 minut odjeżdżał nasz pociąg a tu nie ma wstępu. Po krótkiej rozmowie z policjantem okazuje się,że stacja będzie otwarta za 10 minut, więc nie jest źle. Jak by mając to na uwadze dzień wcześniej, zaplanowany był przejazd jednym kursem wcześniej więc wszystko pod kontrolą . Po otwarciu stacji trochę czasu nam zabiera znalezienie peronu ;-) To miejsce jest tak wielkie , że w "chowanego" to można się tutaj bawić chyba latami. Ostatecznie z małą pomocą trafiamy na peron i czekamy razem z innymi biegaczami na metro.

sobota, 21 listopada 2015

New York, New York ...cz 1.

Trochę czekałem aby umieścić moją relacją z maratonu w Nowym Jorku i z wszystkiego tego co działo się przed oraz po biegu. Musiałem trochę ochłonąć z tej ilości emocji, chociaż wciąż  poziom jest wysoki ;-)

 Ponieważ działo się dużo, relacja będzie podzielona na dwie części- o wszystkim co się działo przed maratonem w części pierwszej oraz maraton i wszystko co było potem w części drugiej. Jak dla sporej części biegaczy, pobiec maraton w Nowym Jorku jest spełnieniem marzeń i czymś co motywuje do codziennych treningów. Kilka lat temu stwierdziłem i ja, że chciałbym ten maraton pobiec. Wszyscy moi znajomi, którzy tam biegli tak opowiadali o tym biegu, że aż człowieka dreszcze przechodziły i mimo, że jakoś trochę negatywnie byłem nastawiony do tak wielkiego maratonu ( ponad 50 tys. biegaczy), co roku zapisywałem się na losowanie, bo oczywiście kwalifikacje dzięki czasowi w półmaratonie czy w maratonie były po za moim zasięgiem.
 Pierwszy rok - brak szczęścia, drugi rok - brak szczęścia, trzeci rok - brak szczęścia.... Według regulaminu, jeśli ktoś nie został wylosowany trzy razy, miał zapewniony start w następnym roku, ale.....No właśnie tak się złożyło, że akurat w tym roku zakończono stosowanie tego " procederu" więc zacząłem się zastanawiać jak to "ugryźć" inaczej. Za radą znajomych napisałem do organizatorów e-maila z historią mojego biegania i dlaczego tak bardzo chciałbym pobiec ten maraton. Jakie było moje zdziwienie, kiedy dwa dni później dostałem odpowiedź, że "urzekła";-) ich moja historia i przyznali mi miejsce w 2015 roku ;-) Wciąż nie wiedząc sprawdziłem mój profil na ich stronie, kartę kredytową i wszystko się potwierdziło, znajdowałem się na liście, wpisowe zostało ściągnięte a więc mam swój New York ;-)


wtorek, 27 października 2015

Dwadzieścia lat później...


Kilka dni temu był post o moim pierwszym maratonie dwadzieścia lat temu, wiec tak jak obiecałem dzisiaj napiszę o moim bieganiu i maratonie dwadzieścia lat później ;-) Na początku roku zacząłem się zastanawiać, gdzie by pobiec maraton na jesień i tak nieoficjalnie celebrować tę okazję. Najbliżej myślami bylem przy Maratonie Warszawskim ,wiadomo pobiec w Warszawie równo dwadzieścia lat później to ładna symbolika, choć w między czasie biegałem już tam maratony i to byłby mój czwarty maraton w tym mieście. Dlatego zdecydowałem, że pobiegnę w innym mieście.

Dość nieoczekiwanie okazało się, ze znajomy szuka wsparcia i “zająca” na złamanie 4h w Silesia Maratonie w Katowicach. Ponieważ swoje cele czasowe na 2015 rok już zrealizowałem na wiosnę, jesienią postanowiłem biegać na luzie, wiec taki bieg mi odpowiadał. Dodatkowo z maratonem w Katowicach mam rachunki do wyrównania, to maraton w tym mieście w 2012 roku, spowodował, że omal nie zrezygnowałem z biegania...

wtorek, 20 października 2015

Mój pierwszy maraton czyli jak się biegało maratony 20 lat temu ;-)


Dzisiaj będzie wpis o tym jak bieganie może zmienić życie, jak się biegało maratony dwadzieścia lat temu ;-)

Tak, dokładnie dwadzieścia lat temu zaczęła się moja startowa przygoda z bieganiem.
Rok 1995, nie zapowiadał niczego szczególnego, fascynacja żelastwem, spędzanie niemal każdego dnia na siłowni, dodatkowo treningi karate i do tego wplecione treningi w sekcji tenisa stołowego.
To była duża dawka aktywności, codziennie po szkole coś się działo. Na szczęście miałem dość wyrozumiałych rodziców, którzy choć czasem z oporami przymykali oczy na powroty ze szkoły późnym wieczorem.
Taki tryb życia oznaczał, że nie było za bardzo czasu na bieganie, ale za to każdy poniedziałek oraz piątek wynajmowaliśmy salę gimnastyczną na trzy godziny i graliśmy do upadłego w siatkę i kosza ;-)
Jednak to co najbardziej mnie pociągało to było żelastwo ....